piątek, 21 lutego 2014

Chapter 2

                                            

Dzisiaj zaczynał się pierwszy dzień szkoły. Byłam trochę zdołowana.Wakacje były świetne, ale minęły za szybko. Rozpoczęcie miało być o godzinie ósmej trzydzieści więc miałam jeszcze sporo czasu na przygotowania. Wstałam wcześnie i postanowiłam umyć się pod prysznicem ,aby rozluźnić moje spięte mięśnie. Pomogło. Ubrałam się w kremową,bawełnianą bluzkę i czarne dżinsy. Zwykle nie maluję się do szkoły,ale postanowiłam zrobić mały makijaż. łKiedy skończyłam zeszłam na dół na śniadanie. Ben już siedział na kanapie w salonie i oglądał telewizję.
-Zrobić ci śniadanie-zapytałam
-Taa...-odpowiedział nadal patrząc w ekran telewizora
Zaczynało mnie to denerwować.
-Gotowe-zawołałam
Po pięciu minutach czekania aż wreszcie przyjdzie do kuchni podeszłam zdenerwowana do telewizora i wyłączyłam go.
-Ej, Lucy co ty robisz?Właśnie zaczął się mecz-krzyknął
-Słuchaj Ben śniadanie jest gotowe i najlepiej jakbyś zjadł je teraz ,nie za piętnaście minut,aż doczekasz się przerwy w tym twoim pieprzonym meczu!Obiecałeś,że mnie podwieziesz do szkoły.Nie chcę spóźnić się w pierwszym dniu i ty chyba też chcesz dotrzeć do pracy na czas!-niewytrzymałam
-Okey,wyluzuj laska-powiedział kończąc kanapkę
-Nie mów tak do mnie.
-Będę do ciebie mówił tak jak mi się podoba,zrozumiano?
Nic nie powiedziałam tylko się odwróciłam i poszłam do przedpokoju,aby ubrać buty. Nagle poczułam ręce Bena na moich biodrach.
-Pięknie wyglądasz-powiedział
-Przestań,śpieszy mi się.
-Mamy jeszcze czas-powiedział ciągnąc mnie w stronę sypialni
-Nie!
Wyrwałam mu się,wzięłam torebkę z wieszaka i wyszłam na dwór.
-Miałem cię odwieźć,pamiętasz?-krzyknął za mną
Stanęłam i spojrzałam na zegarek. Miałam mało czasu więc musiałam się zgodzić. Przez cała drogę nie rozmawialiśmy. Kiedy wysiadłam odezwał się Ben:
-Nie pożegnasz się ze swoim chłopakiem- powiedział z uśmieszkiem
-Pa-powiedziałam i pocałowałam go w policzek.


                                                        *****

 Szłam do budynku szeroką ścieżką. Wrzesień był wyjątkowo ciepły w tym roku. Letni wiatr rozwiewał mi blond włosy. Kiedy doszłam do klasy, przytuliłam się z Ashley i przywitałam resztę przyjaciół. Weszliśmy do klasy i usiedliśmy w ławkach zaczęła się lekcja. Nagle rozległo się pukanie do klasy. Wszedł chłopak.
-To jest nowy uczeń w naszej klasie,pomóżcie odnaleźć mu się w nowej szkole-powiedział pan Wenderman ,nasz wychowawca.
Spojrzałam na nowego chłopaka i zamarłam. Jedynie co byłam w stanie zrobić to szeroko otworzyłam usta. Znałam tego chłopaka. Wpadł na mnie dzień wcześniej w przychodni. Kiedy szedł do wyznaczonej mu ławki spojrzał w moją stronę. Lekko się do mnie uśmiechnął. Chyba mnie poznał. Lekcja wychowawcza minęła szybko. Na przerwie podeszłam do nowego chłopaka.
-Hej,Tayler tak?-zapytałam
-Tak,a ty to...?
-Oh,mam na imię Lucy. Oprowadzić cię po szkole jest teraz dłuższa przerwa?
-Okey,fajnie-odpowiedział
W ciągu piętnastu minut oprowadziłam go po prawie całym budynku. Sporo się o nim dowiedziałam.Przeprowadził się do Heathrow po śmierci ojca.Był on jedynakiem, tak samo jak ja. W czasie rozmowy przypomniał mi się o naszych zamienionych kartach od lekarza.
-Słuchaj pamiętasz jak wpadłeś na mnie w przychodni?-zapytałam
-Jeszcze raz cię przepraszam,nie zauważyłam cię.
-Naprawdę nic się nie stał ,ale nie o to mi chodzi.Mm twoją kartę lekarską. Zamieniliśmy je niechcąco kiedy zbieraliśmy je z podłogi.
-Nie zauważyłem ,oddam ci jutro.A tak przy okazji to masz jakieś plany na piątek?-
-Nie,a po co pytasz?
-No,bo może mogłabyś mnie oprowadzić po mieście.Wiesz,niedawno się wprowadziłem i nie znam jeszcze okolicy...-powiedział pocierając ręką kark
Dopiero zaczął się semestr,więc nie miałam nic do roboty. Polubiłam Tylera i chciałabym go bliżej poznać. Problem był taki,że Ben nigdy by na to nie pozwolił, dlatego postanowiłam mu o tym nie mówić.
-Nie ma problemu,pasuje ci od razu po szkole?-zapytałam radośnie
-Jasne powiedział i się uśmiechnął
Westchnęłam.Miał cudowny uśmiech,a te dołki w policzkach...."Ocknij się Lucy". Powiedziałam do siebie.Przecież nie mogłam się w nim zadłużyć. Miałam chłopaka,którego kochałam.
 

                                                       *****

Kochani czytelnicy.Mam nadzieje,że rozdział się spodoba.Bardzo liczę na wasze wsparcie.Jeśli przeczytaliście rozdział to proszę skomentujcie.To dla mnie ważne.
Lovki<3
Laurel



poniedziałek, 3 lutego 2014

Chapter 1

                                    

-Myślisz,że mu się spodoba?
Stałam przed lustrem w sklepowej przymierzalni i oczekiwałam na opinię mojej przyjaciółki Ashley.Znałyśmy się od małego.Razem dorastałyśmy na farmie dziadka.To on zaszczepił w nas pasję do koni.Byłyśmy jak siostry.Kiedy moi rodzice jeszcze żyli Ashley przychodziła do mnie nocami ,jednak nie po to by u mnie spać.Rozmawiałyśmy o wszystkim.Poczynając od najlepszych partii w szkole ,a kończąc na tym jak ubrać się na imprezę.Miałyśmy bzika na punkcie mody.
Jak już wspomniałam nie mam rodziców.Zginęli w wypadku rok temu,jeszcze to przeżywam.
Pomaga mi mój chłopak Ben,z którym obecnie mieszkam.Kocham go mimo jego nieobliczalnej natury......
-Lucy wszystko okey?
-Tak,tylko się zamyśliłam,to jak z tą sukienką? -zapytałam ponownie
-Jest piękna tylko po co ci ona?
-Oh,mówiłam ci.Matka Bena ma urodziny i zostałam zaproszona.Chyba muszę jakoś wyglądać!
-Heh,spokojnie.Oddaj sukienkę,a ja pójdę do kasy.


                                                                  ****

Wyszłyśmy ze sklepu i skierowałyśmy się w stronę przedmieścia.Według mnie Heathrow ,było pięknym miastem.Zewsząd otoczone lasami.Liczące około dziesięciu tysięcy mieszkańców.Były tam galerie handlowe,hala sportowa,stadion i wiele innych ciekawych obiektów.
-Słuchaj Ash mam jeszcze kilka spraw do załatwienia,muszę lecieć!
-Okey,Lucy widzimy się jutro w szkole.

Pożegnałam się z przyjaciółką i skierowałam się w moją stronę.Musiałam jeszcze odebrać wyniki mojego prześwietlenia lekarskiego po tym jak ostatnio spadłam z konia.Na moje nieszczęście przychodnia znajdowała się na drugim końcu miasta.Musiałam pojechać tam tramwajem.
W końcu dotarłam .Było dość tłoczno.Nie dziwię się.Był okres badań kontrolnych i wszyscy robili je na ostatnią chwilę.Odebrałam wyniki i skierowałam się w stronę wyjścia.Nagle zza rogu wyskoczył chłopak.Zdarzyło się to tak szybko,że nawet nie zdążyłam się odsunąć.Wpadł prosto na mnie.Upadłam.
-Sorry,nie zauważyłem cię -powiedział
-Nic się nie stało -odburknęłam
Klęknął przy mnie i zaczęliśmy zbierać nasze papiery.Miał on niebieskie,błękitne oczy,był lekko opalony i miała krótko ścięte,brązowe włosy.Muszę powiedzieć,że był przystojny.Wystawił do mnie rękę i pomógł mi wstać.
-Dzięki -mam nadzieję,że nie zauważył jak zaróżowiły mi się  policzki
Otrzepałam się,a gdy podniosłam głowę już go nie było.
                                
                                                              ****

Jechałam tramwajem do domu .Nienawidzę ich.Jest tam tłoczno i nie można zebrać myśli.W przychodni nie miałam czsu spojrzeć na wyniki.Otworzyłam teczkę.
-Cholera -powiedziałam
 Miałam teczkę tego chłopaka z przychodni.Mm nadzieję,że Ben się nie wścieknie.Ostatnio był trochę nerwowy.....aż za bardzo.Ale on nie musi się nic martwić,obiecałam,że nie pisnę słowem.....chociaż tak bardzo chciałabym się  komuś wyżalić...

                                                               ****

Kochani,uważam,że rozdział mi nie wyszedł.Może i bym go zmieniła,ale KTOŚ nie mógłby tyle czekać.Kochana Avalon Nelson "Nie nabędzie mądrości ,kto nie ma cierpliwości"
 Życzę miłego czytania <3
 Laurel 

niedziela, 26 stycznia 2014

Prolog


Siedziałam na ławce.Nie wiedziałam ,że ten szpital jest taki wielki.Pachniało tam czystością i lekami.Już nie nienawidziłam tego miejsca.Byłam tak zestresowana ,że wszystkie moje paznokcie zostały obgryzione.Wreszcie zobaczyłam lekarza,szedł w moją stronę.Wstałam. 

-I jak z nią?Wyjdzie z tego prawda?

Patrzyłam na lekarza ze łzami w oczach.Milczał.

-Przykro mi.....niestety.....

-Co pan mówi.....!Ona żyje! Jest silna,ona przeżyła!

Zaczęłam biec w stronę sali operacyjnej,ale Tayler mnie zatrzymał

-Nie! Puść mnie,puść !

-Jesteś w szoku !Musisz ochłonąć,słyszysz!

Nie miałam już siły napierać,by mnie zostawił!Opadłam w jego ramiona.Łzy samoistnie zaczęły się ze mnie sączyć strumieniami.Byłam zbyt zdruzgotana.Bezsilna.Wściekła.Emocje wzięły na de mną górę. Zemdlałam......


  

 Hejka!

Nigdy nie miałam założonego bloga,to jest mój debiut.Zawsze lubiłam pisać historyjki lub krótkie  opowiadania.Pomyślałam,że czas podzielić się tym z innymi. Mam nadzieje,że wam się spodoba.Nie obiecuję,że posty będą wchodzić regularnie.To zależy od mojej weny!!!!TRZYMAJCIE KCIUKI!!

Pozdrawiam, Laurel  <3