poniedziałek, 3 lutego 2014

Chapter 1

                                    

-Myślisz,że mu się spodoba?
Stałam przed lustrem w sklepowej przymierzalni i oczekiwałam na opinię mojej przyjaciółki Ashley.Znałyśmy się od małego.Razem dorastałyśmy na farmie dziadka.To on zaszczepił w nas pasję do koni.Byłyśmy jak siostry.Kiedy moi rodzice jeszcze żyli Ashley przychodziła do mnie nocami ,jednak nie po to by u mnie spać.Rozmawiałyśmy o wszystkim.Poczynając od najlepszych partii w szkole ,a kończąc na tym jak ubrać się na imprezę.Miałyśmy bzika na punkcie mody.
Jak już wspomniałam nie mam rodziców.Zginęli w wypadku rok temu,jeszcze to przeżywam.
Pomaga mi mój chłopak Ben,z którym obecnie mieszkam.Kocham go mimo jego nieobliczalnej natury......
-Lucy wszystko okey?
-Tak,tylko się zamyśliłam,to jak z tą sukienką? -zapytałam ponownie
-Jest piękna tylko po co ci ona?
-Oh,mówiłam ci.Matka Bena ma urodziny i zostałam zaproszona.Chyba muszę jakoś wyglądać!
-Heh,spokojnie.Oddaj sukienkę,a ja pójdę do kasy.


                                                                  ****

Wyszłyśmy ze sklepu i skierowałyśmy się w stronę przedmieścia.Według mnie Heathrow ,było pięknym miastem.Zewsząd otoczone lasami.Liczące około dziesięciu tysięcy mieszkańców.Były tam galerie handlowe,hala sportowa,stadion i wiele innych ciekawych obiektów.
-Słuchaj Ash mam jeszcze kilka spraw do załatwienia,muszę lecieć!
-Okey,Lucy widzimy się jutro w szkole.

Pożegnałam się z przyjaciółką i skierowałam się w moją stronę.Musiałam jeszcze odebrać wyniki mojego prześwietlenia lekarskiego po tym jak ostatnio spadłam z konia.Na moje nieszczęście przychodnia znajdowała się na drugim końcu miasta.Musiałam pojechać tam tramwajem.
W końcu dotarłam .Było dość tłoczno.Nie dziwię się.Był okres badań kontrolnych i wszyscy robili je na ostatnią chwilę.Odebrałam wyniki i skierowałam się w stronę wyjścia.Nagle zza rogu wyskoczył chłopak.Zdarzyło się to tak szybko,że nawet nie zdążyłam się odsunąć.Wpadł prosto na mnie.Upadłam.
-Sorry,nie zauważyłem cię -powiedział
-Nic się nie stało -odburknęłam
Klęknął przy mnie i zaczęliśmy zbierać nasze papiery.Miał on niebieskie,błękitne oczy,był lekko opalony i miała krótko ścięte,brązowe włosy.Muszę powiedzieć,że był przystojny.Wystawił do mnie rękę i pomógł mi wstać.
-Dzięki -mam nadzieję,że nie zauważył jak zaróżowiły mi się  policzki
Otrzepałam się,a gdy podniosłam głowę już go nie było.
                                
                                                              ****

Jechałam tramwajem do domu .Nienawidzę ich.Jest tam tłoczno i nie można zebrać myśli.W przychodni nie miałam czsu spojrzeć na wyniki.Otworzyłam teczkę.
-Cholera -powiedziałam
 Miałam teczkę tego chłopaka z przychodni.Mm nadzieję,że Ben się nie wścieknie.Ostatnio był trochę nerwowy.....aż za bardzo.Ale on nie musi się nic martwić,obiecałam,że nie pisnę słowem.....chociaż tak bardzo chciałabym się  komuś wyżalić...

                                                               ****

Kochani,uważam,że rozdział mi nie wyszedł.Może i bym go zmieniła,ale KTOŚ nie mógłby tyle czekać.Kochana Avalon Nelson "Nie nabędzie mądrości ,kto nie ma cierpliwości"
 Życzę miłego czytania <3
 Laurel 

3 komentarze:

  1. Cudownyyy... Czyżbym była podobna do głównej bohaterki? :3
    Rozdział ciekawy, ale trochę krótki (ja i mój niedosyt :D )
    Pozdrawiam i życzę weny
    Twoja kochana, wspaniała, przecudowna Avalon <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest pięknyyyyy <3 życzę Ci weny moja kochana
    Twoja jedyna Carol <333

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że taki krótki, bo jest cudowny. <3
    Już nie mogę się doczekać, aż dodasz kolejny. Czekam z niecierpliwością. :*

    Zapraszam również do siebie. :)
    http://delirium-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń